Nothing Else Matters.docx

(19 KB) Pobierz

Prolog

-„Nie wygłupiaj się, tam jest niebezpiecznie” – usłyszałam w słuchawce telefonu głos jednej ze swoich przyjaciółek.

-„Olka, chodź tu. Odprowadzimy Cię kawałek.” – Dopowiedziała Magda – moja druga przyjaciółka.

Właśnie wracałam ze spotkania z nimi. Musiałyśmy się rozstać, ponieważ one chodziły na próby orkiestry. Ja natomiast nie lubiłam tego typu rzeczy. W ogóle to byłam za bardzo nieśmiałą osobą żeby stanąć przed tłumem i maszerować jednocześnie grając na werblu.

- Weźcie się leczcie. Przecież nic mi się nie stanie. Poza tym umiem walnąć faceta tam gdzie trzeba.- Roześmiałam się. – Dobraa, kończę, bo mam mało baterii. Jak przerwie połączenie to… - rozłączyłam się z nimi.

Wcale nie miałam słabej baterii, wręcz przeciwnie, ładowałam ją przed wyjściem z nimi. Jednak wkurzyły mnie dzisiejszego wieczoru. Nie. Wróć. Wkurzały mnie odkąd zapisały się do orkiestry. Cały czas gadały – jak to nastolatki – o facetach, którzy tam są, albo obgadywały jakieś nieznane mi dziewczyny grające z nimi. Kiedy tylko próbowałam zacząć jakiś inny temat olewały mnie.

Szłam uliczką ze słuchawkami w uszach. Puściłam piosenkę mojego ukochanego zespołu 30 Seconds To Mars. Zawsze, kiedy usłyszałam jakąś ich piosenkę ogarniało mnie szczęście i miałam ochotę śpiewać. Żaden wokalista, wokalistka czy zespół tak na mnie nie działał. Mogłam słuchać muzyki Marsów bez przerwy a i tak nigdy mi się nie nudziła.

Było ciemno jednak drogę oświetlały mi uliczne lampy. Rozejrzałam się na wszystkie strony, ponieważ zawsze, kiedy szłam gdzieś sama wieczorem ogarniały mnie najczarniejsze myśli. Na szczęście nie szedł za mną żaden zboczeniec a w krzakach przypuszczałam, że nikogo nie było.

Wyjęłam komórkę żeby zmienić piosenkę. Chwyciłam ją pod złym kontem i boom. Kiedy mój telefon zaliczył bliskie spotkanie z asfaltem oczywiście rozpadł się na części, tj. bateria, klapka i sama komórka rozpierzchły się na wszystkie strony.

- Cholera jasna. – powiedziałam pod nosem, po czym schyliłam się żeby poskładać do kupy jakoś moje cudeńko.

Wstałam i nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje od tyłu, a raczej mocno trzyma. Już miałam krzyknąć, ale ten ktoś mnie ubiegł. Przyłożył mi do ust jakąś szmatkę. Po kilku sekundach poczułam, że odpływam. Zanim na dobre zapadła ciemność, zdążyłam jeszcze zobaczyć światła samochodu, które dały mi nadzieję na ratunek.

Chapter 1

Minęły 3 lata odkąd zostałam porwana. Jak co wieczór usiadłam przy barze, w lokalu mężczyzny, którego nienawidziłam całym sercem.

- Daj mi piwo Matt. – Powiedziałam, kiedy podszedł do mnie zaprzyjaźniony barman. W nim tylko mogłam znaleźć oparcie i pomoc. On, jako jedyny z całego tego chorego świata był normalnym, świetnym gościem. Na początku naszej znajomości myślałam, że jest taki jak inni, z którymi teraz muszę żyć - zły, dwulicowy i podstępny. Jednak on okazał się być sympatycznym i dobrym facetem, któremu mogę powiedzieć wszystko.

- Pełnoletnia będziesz dopiero za tydzień, mała. – Puścił do mnie oczko.

Prychnęłam i założyłam ręce na biuście. Matt był fajnym facetem, jednak strasznie wkurwiającym.

Obrócił się do mnie plecami i wyjął szklankę do drinków, po czym coś do niej nalał. Nie widziałam, co ponieważ mój przyjaciel był dobrze zbudowanym kolesiem, więc mi wszystko zasłonił. Miał duże, umięśnione ramiona, które znakomicie się eksponowały pod czarnymi, przylegającymi do ciała koszulkami, które zawsze nosił. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby przyszedł do pracy w jakimś kolorowym T-shirt’cie, no, ale kiedyś go do tego zmuszę. Chcę go wreszcie zobaczyć w jakichś kolorach.

- Zrobiłem ci specjalnego drinka. - Podał mi przyrządzony przez niego napój, po czym spojrzał na mnie z uśmiechem. Kiedy uśmiechnął się w ten sposób można było powiedzieć, że wyglądał jak anioł. Swoje brązowe, falowane włosy do ramion zazwyczaj upinał w kucyk jednak dzisiaj miał je rozpuszczone. Jeden z jego loków opadł mu czoło. Wyglądał tak uroczo. Aż dziw, że pracował u takiej szumowiny.

Na wspomnienie mojego porywacza ogarnęło mnie obrzydzenie. Westchnęłam i zaczęłam się bawić słomką.

- Co jest? – Matt mył blat jednak przerwał, kiedy zobaczył moją minę.

- Nic. Tak po prostu sobie rozmyślam. – wzruszyłam ramionami i pociągnęłam łyk przez słomkę. Oczywiście nie poczułam ani kropelki alkoholu. – Ej! To miał być drink a nie zmieszane ze sobą soki. – Spojrzałam na niego z wyrzutem, na co on zareagował śmiechem. – Z czego rżysz? – Zmrużyłam oczy.

- Twoja mina – bezcenna. – Nadal się chichrał, więc rzuciłam w niego szmatką, którą wcześniej wycierał.

- Moja mina wcale nie była śmieszna.

- Nie wiem czy wiesz, ale zawsze, kiedy się obrażasz robisz dziubek, jak te laski robiące sobie sweet focie w lustrze. – Wyszczerzył swoje białe zęby.

No nie, tego już było za wiele. Miałam ochotę wylać na niego mój sok jednak w porę się opanowałam - nie warto marnować tak smacznego picia.

- Nie prawda. Kłamiesz tylko po to żeby mnie wkurzyć.

- No dobra, może trochę przesadziłem.  Ale dziubek i tak robisz, może nie tak duży, ale robisz. – Dodał ze złośliwym uśmieszkiem.

Zmrużyłam oczy i zrobiłam najgroźniejszą ze swoich min, co go tylko zachęciło do dalszego naśmiewania się ze mnie.

- A kiedy o coś prosisz lub nie masz co robić to wysuwasz dolną wargę. Albo kiedy… - przerwał nagle. Wyraz jego twarzy zmienił się gwałtownie.

Chwilę wpatrywał się za moje plecy, po czym powrócił do obsługiwania klientów.

Wiedziałam kogo tam mógł zobaczyć. Tak samo jak ja nienawidził tej osoby i starał się unikać.

- Chyba muszę ci znaleźć jakąś rozrywkę. Spędzasz tu stanowczo za dużo czasu. – Na krześle obok mnie usiadł on – porywacz, zabójca, gwałciciel. Mnie naszczęście nigdy nie dotknął jednak słyszałam dużo opowieści od Matta.

Zignorowałam go i sączyłam dalej mój sok przez słomkę.

- Masz za tydzień urodziny. Trzeba to jakoś uczcić. – Dotknął moich włosów, na co ja zareagowałam wzdrygnięciem się.

Spojrzałam na jego hipnotyzujące zielone oczy. Był przystojnym 28letnim facetem. Włosy ciemne jak węgiel, idealnie wyrzeźbione ciało, piękny, anielski uśmiech. Możnaby się zakochać jednak ja wiedziałam, jaką bestią potrafi być. Byłam świadkiem jak wymordował całą rodzinę pewnego mężczyzny tylko dlatego, że był mu winny pare tysięcy. Mnie nigdy nie skrzywdził, ale widziałam sposób, w jaki na mnie patrzył. Ciągle czekałam na moment, kiedy się wreszcie od niego uwolnię. Jednak to nie było takie proste. Nie mogłam iść na policję ani się do nikogo zwrócić, ponieważ on wiedział gdzie mieszka moja rodzina.  Przypominał mi o ty nieraz.

- Najlepszym prezentem będzie mój powrót do domu, Jace. – Powiedziałam zimnym tonem.

- Oschła jak zawsze. – Uśmiechnął się ukazując swoje idealne zęby. Wodził po moim policzku opuszkami palców, po czym zjechał do szyi. – Nie chcę żebyś tam wracała, jeszcze nie teraz. – Przysunął się bliżej. Nachylił się nade mną i zaczął mi szeptać do ucha. – Trzy lata na ciebie czekałem. Nawet nie wiesz, jaka to męka patrzeć na ciebie, ale nie móc cię dotknąć. Kiedyś już chciałem złamać swoje postanowienie, ale naszczęście się opanowałem.

*

- Najlepszym prezentem będzie mój powrót do domu, Jace. –Alex jak zwykle odpowiedziała mi ozięble.

- Oschła jak zawsze. – Uśmiechnąłem się i spojrzałem w jej piękne, szarawo-niebieskie oczy. Miała piękną twarz i ciało, które niejedna by chciała mieć. Ale Alex wydawała się jakby nieświadoma swojej urody, co czyniło ją jeszcze cudowniejszą. Pełne usta, oczy przyozdobione czarnymi jak węgiel rzęsami, długie, proste, brązowe włosy. Dla mnie była idealna. Do tego jej ciało. Duże, jędrne piersi, długie nogi...

Dotknąłem jej policzka opuszkami palców, po czym zjechałem do szyi. – Nie chcę żebyś tam wracała, jeszcze nie teraz. – Przysunąłem się bliżej i poczułem jej truskawkowy żel pod prysznic. Lubiłem ten zapach. Nachyliłem się nad nią i zacząłem szeptać jej do ucha. – Trzy lata na ciebie czekałem. Nawet nie wiesz, jaka to męka patrzeć na ciebie, ale nie móc cię dotknąć. Kiedyś już chciałem złamać swoje postanowienie, ale naszczęście się opanowałem. Teraz, kiedy już będziesz pełnoletnia, będę cię miał. Nareszcie cię będę mógł poczuć. – Musnąłem jej dekolt dłonią. Poczułem jak napina wszystkie mięśnie. Nie chciałem żeby się mnie bała jednak nic nie mogłem zrobić. Po pierwsze fakt iż ją porwałem i groziłem jej rodzinie nie wpływał na moją korzyść. Po drugie zabijałem ludzi z zimną krwią. Czasami dopadały mnie wyrzuty sumienia ale szybko je gasiłem paroma drinkami i dziwkami.

- Nie zapomnisz tych urodzin, obiecuję ci. – pocałowałem jej szyję, po czym zacząłem schodzić niżej.

- Podać coś szefie? – moje działania przerwał Matt, mój kuzyn. Z jednej strony chciałem mu za to skręcić kark, a z drugiej dziękowałem mu, ponieważ jeszcze chwila i zaciągnąłbym Alex siłą do łóżka.

Oderwałem się od dziewczyny, która miała przerażony wyraz twarzy i wstałem z krzesła. – Nie. Przypilnuj tylko żeby Alex znalazła się przed dziesiątą w domu.

- Jasne. – kiwnął głową i zaczął wycierać szklanki.

Ruszyłem przez bar, który dzisiaj wyjątkowo nie miał dużej klienteli. Gdy byłem blisko drzwi usłyszałem drżący głos Alex, która dziękowała Mattowi za ratunek.

Wyszedłem na zewnątrz i zapaliłem papierosa. Cholera, ta dziewczyna doprowadzała mnie do szaleństwa. Sama jej obecność działała na mnie pobudzająco.

 

*

 

Za 5 dni miałam mieć swoją osiemnastkę, która miała się okazać najgorszym koszmarem.

Nie mogłam przestać myśleć o tym co powiedział mi Jace wtedy w barze. Naszczęście nie widziałam go przez te 2 dni. Ale i tak o nim myślałam. Nie mogłam się na niczym innym skupić. Nawet pomagając w barze Mattowi moja głowa zaprzątnięta była tym dupkiem.

Bałam się cholernie, a mój przyjaciel widząc to próbował mnie jakoś rozweselić. Nic innego nie mógł zrobić. Ale nawet wygłupy Matta, czy złośliwe uwagi nie mogły przyćmić narastającego strachu. Próbowałam coś wymyślić, jakoś się obronić jednak wiedziałam, że to tylko mogłoby zagrozić życiu mojej rodziny. Jace nigdy nie rzucał słów na wiatr.

Dopiłam colę i już miałam wychodzić kiedy przy wejściu zobaczyłam mój największy koszmar. Rozmawiał z jakimś mężczyzną. Niestety ów nieznajomy był odwrócony do mnie tyłem więc nie mogłam zobaczyć jego twarzy. W sumie to mnie nawet nie interesowało kto to był, ponieważ od razu założyłam, że to pewnie jeden z jego pracowników albo „przyjaciół”.

Postanowiłam, że poczekam na zapleczu aż Jace sobie pójdzie.

- Zawołaj jak go nie będzie – rzuciłam do Matta, który obsługiwał właśnie jakąś dziewczynę po czym skierowałam się do drzwi za barkiem.

Były tu 3 pomieszczenia. Pokój, gdzie pracownicy lokalu mogli zostawić swoje rzeczy i odpocząć, kuchnia i biuro Jace.

Skierowałam się do biura, ponieważ chciałam sprawdzić w internecie czy coś nowego stało się w moim mieście. Od 3 lat regularnie sprawdzałam nowinki. Chciałam wiedzieć czy nikomu nic się nie stało.

Miałam też przyjaciół w sieci, którym mogłam się wyżalić. Nazywali siebie Echelonem, wielką rodziną, do której ja też należałam. Mogłam im o wszystkim napisać, a oni starali się mi pomóc, mimo iż nigdy nie widzieli mnie na oczy. Byłam im za to niezmiernie wdzięczna.

Jace praktycznie nigdy nie wchodził do swojego biura więc nie miałam się czego bać. Zazwyczaj tylko wpadał dwa razy w tygodniu do baru sprawdzić czy jest jakiś ruch.

Usiadłam na obrotowym krześle i odpaliłam komputer. Oczywiście moim pierwszym posunięciem w sieci było sprawdzenie strony mojego miasta. Następnie włączyłam czata i zalogowałam się pod swoim nickiem. Przejrzałam listę obecnych jednak nie dostrzegłam nikogo znajomego. Postanowiłam, że jeszcze sprawdzę stronę mojego ukochanego zespołu. Było tam kilka zdjęć chłopaków, wywiady. Ale nie to przykuło moją uwagę. W liście nadchodzących koncertów dostrzegłam znajomą nazwę, nazwę baru Jace. W pierwszym momencie pomyślałam, że to niemożliwe. Przecież on nigdy nie sprowadzał kapel ale gdy zobaczyłam kiedy Marsi mają tu grać doszło do mnie, że ten potwór, który  grozi mojej rodzinie chce mnie przekupić koncertem mojej ulubionej kapeli.

W pewnej chwili pomyślałam, że to nawet słodkie ale później przypomniałam sobie kim jest ten człowiek. Wstałam gwałtownie i ruszyłam

*

Gdy wszystko już się skończyło i Marsi zbierali swoje rzeczy podszedłem do Alex i przytuliłem ją od tyłu. Jak zwykle się wzdrygnęła jednak teraz jeszcze cały czas się trzęsła.

- Hej, kochanie. Nie bój się. Gwarantuje ci, że będzie przyjemnie. – wyszeptałem do jej ucha.

Nie otrzymałem odpowiedzi więc odwróciłem dziewczynę twarzą do mnie. Patrzyła w podłogę, a spod jej półprzymkniętych powiek wydostawały się łzy. Zasmucił mnie ten widok, jednak nie na tyle, żeby zrezygnować z dzisiejszej nocy. Za długo czekałem, żeby teraz odpuścić.

- Nie płacz. Będzie dobrze. – powiedziałem najdelikatniejszym tonem po czym otarłem jej łzy.

- Nie rób mi tego, proszę. – wyszeptała i spojrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczami.

Ten widok łamał moje serce. Może właśnie dlatego spojrzałem na nią groźnie i przypomniałem o jej rodzinie.

- Nie zrobisz tego dla nich? Wiesz co się może stać kiedy będziesz nieposłuszna?

Ona tylko załkała i pokiwała głową. Najwidoczniej chciała mieć to już za sobą bo zebrała się w sobie i spojrzała na mnie swoją najtwardszą miną.

- Będziemy tu tak stać?

Uśmiechnąłem się tylko i wziąłem ją za rękę.

 

 

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin