2.pdf

(614 KB) Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
25
lu bością patrzył na wybladle tw arze
szturwału
i
z
zał ogi.
Będzie, będzie z nich jeszcze pociecha my
ślał w duszy. Mają ambicję prawdz iwych maryna
rzy, nie tych dzisiejszych z autobusów mors kich,
ale tych nełsonowskich, co to mieli drewniane okrę
ty , ale
II
Spotkanie
Jacht „Książę Burzysław już d rugą do cię żko
zmagał się z morzem. Wyprę żone jak struna dwa
jego żag ielki: płachetka bezanu i na trzy refy stro
c zony sz tafok 1
Oho! l iterat... us toi, czy n ie
serca
żelazne...
Będ zie nowy poemat, napewno...
ustoi. Nie dał się!
dawno zga
z zad owoleniem pocią gnął
Kapitan
z
fajeczki i wp atrzył
w zamazany
smugami
się
słej
nikły w spienionych be ł
d eszczu horyzont.
Był to wysoki, kośc isty męż czyzna o gurowej, ale
do brotliwej twarzy, którą z lewej strony przecinała
od ust aż do ucha straszliwa krzywa blizna. Nada
wała ona masce jego twarzy j akiś niesa mowity wy
co chw ila
już, już, na
rozjusz onej
wody, zdawało
taci]
się
i nagle ukazywały się na gr zebieniach wa
zawsze,
groził
morzu
Jacht,
rzekłbyś,
przez
chwilę
łów.
pięśc iami i
znów zapadał s
w zniesionemi
dogóry
ra z pełnego zgrozy miechu. Gdy się patrzyło z le
wej strony, twarz ta przypomi nała pysk chińskiego
smoka, mające go paszcz ę s ięgającą do szyi. Tylko
oczy spokoj ne kłóciły się z paszczą. S iwy k apitan
niec hętnie mówił o szramie. C iekawych zbywał wy
jaśn ieniem, że otrzymał na mor zu.
Przedwczoraj widzieli la tarnię mo rską
w przepaść.
Był to szkolny jacht Państwowego Urzędu Mor
skiego Żegla rstwa
Sportowe go,
odbywający podróż
do portów zagranicznych.
Liczna
że glarzy
z ałoga,
złożona
40-tu
jego
z
pierw szy
jachtsm anów,
pr zechodziła
raz
swój
po
Jersh ft
m imo to jednak trzymała się dziel
chrzest m orza,
2
ale oto zwarjowany west
kurs mieli na Bornholm,
ani
je dnego
żeglarza,
Na pokładzie
nie było
nie.
i
prze d
wieczore m
dale ko.
Wczoraj
odrzucił
ich
już
któreg oby
mo rska
chor oba
z łożyła
do chwilowego
dalekie
zarysy
czu
prawda
na chwilę,
zamajaczyły,
skł adu rupieci.
Głodni, prze moczeni, z ziębnięci
co
na
wyspy, lecz znikły jeszcz e
przed nocą.
Ano,
leżeli ukryci od wiatru za
w ali
na po kładzie
a lbo
Jacht silny
jak niedźwiedź:
morzu, jak na m orzu.
szal upami i lukami,
każd ej
gotowi
chwili porwać
medytował stary wilk
i lepsze sztormy wytrzyma
się na równe n ogi.
Kap itan
bu
Jakem Marek Zb oiński,
dziś
lepiej
morski.
jachtu
na
małe j
ławie
siedział
koło
do sterowania.
Szturwał
urządzenie
sterowe z
kołem
niemieckim brzegu B ałtyku.
Jershóft
latarnia na
Sztafok
żagiel przedni.
I
Bałt yckiem.
Bornh olm
wyspa duńska na morzu
o kno górne.
Luk
2
856746844.002.png
26
27
dują okręty, niż za czasów Nelsona. Trzeba to
przy
wiatrem. Wszystkie lornety skierowały się w stro
dzio bu.
znać. Bu rzysław też na gorszy ch jolach 6
woził swo
ale to byli lu dzie! Gdy w bitwie ta
kiemu odrąb ano ręce, któremi trzymał się burty
nieprzyjacielskiej, c hwytał się jej zębami...
ich Wenedó w,
Widzicie tam punkt? tłumaczył Zboifiski
to łódź.
Duża szalupa. w niej ludz ie.
Na spacer
nie wyjechali. Idziemy do nich z pomocą.
Na p okładzie zapanowało niezwykłe podniecenie:
jedni, trzymając się lin, chodzili tam i zpowrotem,
nie zdając sobie s prawy, dlaczego to czynią, inni
szybko schodzili do kajut i jeszcze prędzej stamtąd
wyc hodzili. Tylko bosman wycią gał z
sto
Panie \Vielhorski zwrócił się nagle do
jącego u burty żeglarz a,
czyn
z zawodu
majora w
n ej służbie, a dziś wachtoweg o marynar za w
dreli
11 ja
chac h, z iujdwestce i winceradzie
po zwól-no pan
8
swoją lorn etę!
Po chw ili kapitan, oparty o wantę, wpatrywał
się uporczywie w jeden punkt widnokręgu . Popra
wił szkła lornety i znowu skierował na lLnję ho
ryzontu. Nic nie mówiąc, zawiesił lornetę na szy i
i powoli wspiął się parę szczebl i po drabinie wanto
wej. T am zaczepił się nog ą
f orpiku
kieś przedmioty.
Tak, ta k mru czał kapitan
odbijacze 12 na
p rawą burtę, przygotowa ć liny do obw iązania ludzi,
jakóbka na prawą burt ę... Rzutka 14 gotowa?
Niespełna w god zinę jacht był wpobltżu szalupy.
Cora z wyraźniej pogrążała się w głęb ię, trzymając
s na wodzie resztkami swy ch zdolności pływal
nych. Każ dy na dbiegły wał stawiał napoprzek
i n iebezpiecznie przec hylał na burtę. W szalupie wi
dać było trzech ludzi, z który ch jeden da wał znaki
ręką. Dwaj inni leżeli na dnie.
liny i znów wpatrywał
o
się
długo.
Zeszedłs zy na pok ład,
gwizdkiem pode
rwał wszys tkich n a nogi.
stanowis ka!
Na
rozleg ł s
donośny jego
Lu
głos
szkoty
luzować!
Prawo tr zydzieści! 10
zuj!
Zatup otały n ogi po pokładzie i jacht, położywszy
się raz jeden na bok, ruszył naukos
sp okojnie!
ostrz egał
Uważać!
Zboiński
Ska
falami.
z
bosman , bosakiem
p ochwycić linę!
15
ka ł teraz
wału na wał, jak wielka piłka unoszo na
z
Już, będzi e, panie ka pitanie zapew niał bos
L ipertowicz skoc zy do łodzi...
man
Jola
duża łód ź
Skandyna wów.
6
Forpik
11
przednia jachtu,
przezn aczona na
część
skład
Wened owie
yenedi)
(łac.
nazw a nadawan a w starożyt
sprzętu żeglarskiego.
12
ności
mieszkającym
na południowem wybrzeżu Bałtyku
plemio
za
Odbijacze
plecione z lin kule lub inne przedmioty,
prawdo podobnie
nom,
słow iańskim.
bezpieczające burty (boki) statku od ud erzeń.
13 Jakóbka drabinka spuszczana z pokład u statku .
14 Rzu tka linka z woreczkie m p iasku na ko ńcu, do której
uwiązuje się inną linę.
15
Wincerada
niep rzemakalny marynarski płaszcz.
Szkoty
liny od żagli.
Prawo
10
trzydzteści
kom enda
dla
sternika.
Tr zydzieści
stopni.
Bosak
hak z rękojeści ą.
856746844.003.png
28
29
załogi „Bu
Gdy się zrównali
szalupą,
oczom
z
Kapitan wpił się oczami w tę twarz. Paszcza
„snioka skurczyła się w straszliwym jakimś gry
masie. Całem ciałem, jakgdyby przyciągany niewi
dzialną siłą, coraz bardziej chylił się ku owej twa
rzy, podczas gdy pięść jego, zaciśnięta w potężny
węzeł mięśni i kości, wraz z łokciem nieznacznym
ruchem cofała się w-tył. Twarz rozbitka obudziła się
z sennej obojętności i ze zdumieniem patrzyła w na
chylone nad nią widmo. Po chwili wykrzywiła się
w skurcz przerażenia: obłąkane ze strachu oczy jak
zahipnotyzowane patrzyły w upiorny obraz zagłady,
zawieszony
rzysława przedstawił się
smutny
fragment
życia
morskiego:
rozbitkowie,
unoszeni
przez
fale
na
śmierć, która miała ich spotkać niebawem.
Szalupa
do połowy
napełniona
była
wodą;
na
dnie
jej,
głowami nadół, leżały dwa ciała ludzkie;
wody
wystawały
tylko
powyginane
ręce
nogi
z
i
ubrania.
oraz
części
Trzecia
postać,
bezwładnie
oparta
o burtę
do połowy też zanurzona,
dawała
i
jeszcze znaki ręką.
Jacht
od strony zawietrz
podszedł
do szalupy
16 Ledwo się z nią zrównał, już marynarz Liper
towicz był przy rozbitku; chwycił go wpół i szybko
obwiązał liną. Załoga bosakami odpychała miotają
się obok szalupę, nie dopuszczając do ostatecz
nego jej rozbicia. Przy pomocy liny rozbitek został
dźwignięty na nogi i podciągnięty dogóry. Za burtą
ukazała się blada, wymęczona
nej.
nad
nią
jak
chmura.
chwila,
Jeszcze
a trzaśnie
niej
piorun
wprost w te nieprzytomne
z
potężna
pięść
zmiażdży
jak
skorupę
oczy,
głowę
jajka...
Obecni
osłupieli
na chwilę.
niesamowitego
Coś
przed nimi tutaj się rozgrywało...
Ciągnij dogóry! ostrożnie, teraz brać za ra
miona! obudził ich chrapliwy głos kapitana, który
stał wyprostowany i wydawał rozkazy.
Rozbitka
za
twarz,
do połowy
słonięta
turystyczną czapeczką.
Kapitan
stał
przy
burcie i kierował akcją.
odprowadzono
kajuty,
pod
ręce
do
Ostrożnie,
powoli!
Teraz dogóry,
ciągnij!
natarto
gdzie zajął się nim medyk.
Przebrano go,
brzmiał spokojnie jego głos.
Nagle zamilkł i pochylił się naprzód, wpatrując
się w postać zawieszoną na linie. W tej właśnie
chwili głowa nieznajomego odchyliła się wtył i oczom
załogi ukazała się okrągła twarz bez zarostu,
spirytusem i napojono gorącą herbatą.
Pozostałe w szalupie ciała dwóch rozbitków wcią
gnięto linami na pokład i zawinąwszy w płótno ża
glowe, ułożono pod szalupą jachtową i linkami przy
wiązano mocno do pokładu. Próbowano nawet ura
tować szalupę rozbitków i czas jakiś holowano za
sobą. Niebawem jednak napełniła się zupełnie wodą,
tak że musiano hol
wy
o
pukłych oczach i małym tępym
nosie, twarz, jakich
wy
spotyka
na
wiele
się
południowo-zachodniem
brzeżu Bałtyku.
odrąbać.
17
16 Zawietrzna strona okrętn — bok iiie wystawiony na dzia
łanie wiatru.
Hol
lina, służąca do ciągnienia innego statku w czasie
17
żeglugi.
856746844.004.png
22 ma lat 42 i z zawodu jest kupcem
30
31
Lubeki,
Wszystkiem kierował osobiście Zboiński, poucza
jąc i wydając szczegółowe rozkazy.
„Książę Burzysław stanął znów w
dem z
18 dzio
zbożowym. Wraz z tamtymi dworna nieboszczykami,
których nazwisk nie zna, odbywał podróż do Lipa-
dryfie,
23 na duńskim parostatku.
Za Bornholmem już, wskutek pęknięcia łańcucha
sterowego osiedli na rafach wpobliżu jakichś wysp,
prawdopodobnie Christiansć,24 poczem parostatek
szybko zaczął tonąć. W zamieszaniu von Kluck do
stał się do spuszczonej na wodę szalupy, w której
byli już dwaj wspomniani ludzie. Szalupa nie miała
wioseł i wielkie fale szybko uniosły od miejsca
wypadku. Po dłuższym czasie von Kluck nie wie,
jak długim, zapewne po paru dniach obaj ci lu
dzie zmarli. Kiedy? również von Kluck tego nie
wie, bo sam był napół przytomny i w sen nieustan
nie zapadał. Dostrzegł „Księcia Burzysława dopie
ro wtedy, gdy jacht był już blisko.
Tyle protokół.
Kapitan nie wychodził z kajuty. Meldowano mu
dobrą pogodę i wiatr pomyślny. Od czasu do czasu
sprawdzał tylko kurs i dziennik
wy
beiii zwrócony w kierunku Bornholmu.
Białe żagielki znów wyskakiwały nad wodę i raz
po raz zapadały się w głębię; znowu bukszpryt 19
kłuł jak dzidą nadbiegające wały i rozpruwał je od
dołu do góry. Woda tryskała słupami, rzęsiście za
lewając
pokład
bębniąc
na
nim
rytm
i
nerwowy
sztormu.
tak sarno, tylko bandera
Wszystko
było
na jachcie
tkwiła w połowie wysokości
na
bezanu
znak żałoby.
Jacht nieustępliwie walczył z morzem, torując
sobie drogę ku swym przeznaczeniom. Dopiero
°
dru
giego dnia wieczorem
waha
zelżyło i po krótkiem
NO.
niu wiatr nagle przeskoczył do
Natychmiast wyzyskał to Zboiński i odrefowaw
szy 21 żagle, wziął kurs prosto na W. Chociaż pogo
da poprawiła się i znów zasiadano do wspólnego
stołu, stary kapitan nie pokazywał się w messie;
posiłek kazał sobie podawać do kajuty.
Szeptano
okrętowy.
kątach,
W
pamięci
po
ale nic nie rozumiano, co
jego
przesuwały
prze
obrazy
się
się dzieje.
Ze
szłości.
Tak, to on... Dziwne spotkanie! Nie spodzie
wał się von Kluck zobaczyć się ze mną...
Zboiński widzi siebie na małym kutrze
spisanego
protokołu wypadku
wynikało,
że
ro
uratowany rozbitek nazywa się von Kluck, jest
rybac
kim, kupionym w Danji, jak wraz
trzema innymi
sta
Stanąć w dryfie ustawić żagle W ten sposób, ażeby
z
18
tek bardzo mało posuwał się naprzód.
19
22
Lubeka
niemieckie miasto
portowe.
Bukszpryt
maszt
pochyły
na przodzie statku, wysta
Lipawa,
Liepaja,
a
właściwie
dawniejsza
Libawa,
miasto
jący nad wodą.
portowe łotewskie.
24
(nordost)
20
NO
północny wschód.
Christiansó
wysepki duńskie na
Bałtyku.
Odrefować ayle
Kuter
21
zwiększyć ich
25
powierzchnię.
jednomasztowy statek rybacki.
856746844.005.png
-
32
33
br zegów,
eby
przemyka
wzdłuż
szwedzkich
zawodowi ma rynarze. Chętnie p ełnili swą służb ę, ja k
inni zreszt ą ich koledzy, rozumiejąc, że bez tej pr ak
tyki nigdy nie zostaną prawd ziwymi żeglarzami.
się
któ regoś
p ortów łotewskich
przedostać się
do
z
I
s ztandary
na Łot wie już wrz ało
a stamtąd
po d
p olskie. Już pod Ystadtem
szczęśliwie oderwali się
odparł zagad nięty
Dobrze, coraz lepiej
Łódź
podwodna
jego,
vo n
Klucka.
od
brzegów...
doktór ciąg le się tam kolo niego kręci.
Wych
Celny str zał działowy roz bija dziób kutra ...
w i
Czy ty rozum iesz cokolwiek z tego, cośmy
gnięci z wody wszyscy czterej na pok ładzie łodzi
podwodnej K lucka. Dzika rozp rawa. Uderzen iami
pięści von K luck, kom endant łodzi... dwóch strącił
do morza. Utonęli w jego oczach. A potem, gdy on,
Zboiński, por wał s ię do obro ny tamtych , został
dziel i?
Nic, absolutnie. Jedno tylko jest pewne, że ci
dwaj ludzie kiedyś już się widzieli. Nasz nie wycho
dzi, z amknął się, kazał tylko wac htowym oficerom 28
meldować
ska
lądu albo latarni m orskiej.
ukazanie się
Voi Kluck
tow any
do nieprzyto mności...
osob iście
Odpoczywa.
Zastanów się:
prawie trzy doby
hakiem
ręczny m
łańcucha kotwic znego
rozdarł
od
nie schodził
pokładu. Ale sztormik, zdaje się, b
z
m u twarz na całą szero kość... Ta szrama.
Potem szpital.
nie byle jaki...
Redaktor urwał i spo jrzał w stronę prawej burty,
gdzi e dwie p odłużne masy, skrępowane linami, chy
liły się i wznos iły w tak t kołysania się statku. Ni e
mi pasażerowie odbywali ostatnią swą podróż, obo
jętni i n iewrażliwi na piękno księ życowej no cy.
Smut ny nastrój panował na jachcie . Rozmowy
nie kleiły s ię. Żeglarze-jachtsmani, czując się na po-
Uciecz ka.
Von Kluek, to
on! na
jego jachcie!
Ba rbarzyńca!
Nie wart litości.
U topić tego łotra.. . za kark wziąć i trzymać pod
wodą, zdechnie !...
Paszcza „smok zaciskała się w skurczu okrop
nym. Zdawało się, że kły w niej błyskają. Nikt
jed
kładzie nieswojo, schodzili do kaju t, ale tam rów
nie ż było nieswojo, więc wracali na pokład.
9
n ak tego nie widział.
Na księżycowej smudze
Ostat
F
prze
kładły s
cienie
nie przeżycia wytrąciły ich z rówllowagi.
Nareszcie, o godz. 3-ciej w nocy zameldowano ka
pitano wi ukazanie się latarni morskie j w
na
parostatku,
chodzącego wpobliżu
słychać
było
wet uderzenia śruby
Ne x.”
o wodę.
N o, jakże rozbitekl lepiej się c zujel
zapy
Kurs na latarnię oświad czył krótko. Gdy
będz ieniy pięć mil od brzegu, proszę mi zameldować.
Jest!... zameldować odpowiedział wachtow y.
Kiedy brzegi było ju ż widać wyraźnie, Zb oifiski
28
tał
re daktor
który
Paszkowski,
miał
słu żbę
na
„oku,”
ku
podchodząc ego
niemu
żeglarza.
Obaj
w drel ichowych roboczych ubraniach
wyglą dali jak
Ystadt
miasto szwedzkie na Bałtyku.
portowe
26
Oficer wachtowy
mający służbę na pokładzie.
wartownicza
na dziobie statku.
21
Służba iw
oku
służba
Nexó
miasto portowe na wyspie Borńbolm.
29
ZaruBki:
skrzydłach acht6w
Na
856746844.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin