Właśnie się obudziłem. Mam poczucie , że coś jest bardzo nie tak.
W sumie nazwanie tego spaniem też byłoby na wyrost. Przewracam się z boku na bok. Ściągam z siebie ubranie. Mam dreszcze. Cholernie boli mnie głowa. Mam poczucie , że mam za dużo ciała , że kompletnie się zaniedbałem zarówno co do moich zewnętrznych warunków życia , co i do swojego ciała. Że wszystko we mnie jest chore.
W dodatku nie mogę spać , bo mi przeszkadza koszmarny lęk , że ty wyjedziesz i zamieszkasz w Kairze , a ja zostanę sam.
Mam ostre poczucie niedokochania. Wyobrażam sobie bliskość mojej nieistniejącej dziewczyny (a także taką jedną , co do której miałem nadzieję , że nią będzie) i chce mi się płakać.
Czuję się zgniły i zagrzybiony.
Niewiele brakuje , żebym zaczął mieć poczucie , że gniję od środka.
Czyżbym doszedł do kresu swojej wytrzymałości?
Ile można tak żyć bez perspektyw?
Wirydarz